strefa kolekcjonowania blog

Brak kategorii

Flora Miller Biddle – przedstawicielka trzeciego pokolenia kreatorek Muzeum…

Flora Miller Biddle: wnuczka Gertrude Vanderbilt Whitney (1875-1942)[1] , córka Flory Payne Whitney (1897-1986)[2] oraz matka Fiony Donovan, przedstawicielka trzeciego pokolenia zaangażowanych w kreowanie Muzeum Sztuki Amerykańskiej damskiej linii rodziny Whitney’ów.

Wychowana w rodzinie przedsiębiorczych i zakochanych w sztuce kobiet Flora Miller Biddle rozpoczęła naukę w słynnym Barnard College of Columbia University. Ta prywatna, umiejscowiona w dzielnicy Manhattanu w Nowym Jorku, artystyczna szkoła dla kobiet, została powołana w 1889 roku przez grupę młodych aktywistek, na czele której stała pisarka, promotorka szkolnictwa wyższego dla kobiet (i jednocześnie anty-sufrażystka) – Anna Nathan Meyer (1867-1951). To Anna Nathan Meyer bezpośrednio doprowadziła do powstania żeńskiej uczelni, której nazwa została nadana dla uczczenia zasług dziesiątego prezydenta Columbia College (obecnie Columbia University) – Fredericka A.P. Barnarda (1809-1889), pracującego usilnie na rzecz rozszerzenia przywilejów edukacyjnych kobiet. 

Ostatecznie jednak Flora Miller Biddle przerywa edukację, by w 1947 roku poślubić Michaela Henry‘ego Irvinga (1923–2003) – absolwenta Harvardu, przyszłego architekta oraz członka zarządu Whitney Museum of Modern Art. Małżeństwo Flory i Michaela trwało trzydzieści dwa lata
i zaowocowało czwórką dzieci. W 1979 roku Flora poślubiła Sydneya Francisa Biddle’a (1918–2004) – również absolwenta Harvardu, prawnika oraz artystę.  

W tym okresie życia Flory Miller Biddle, transformacjom natury osobistej towarzyszyła zmiana w życiu zawodowym. W 1977 roku Flora Payne Whitney przekazała czterdziestodziewięcioletniej wówczas córce pieczę nad Whitney Museum of American Art, którym ta będzie zarządzać przez najbliższych kilkanaście lat. Nie był to jednak czas usłany różami. Osiemnaście lat sprawowania władzy nad muzeum wypełnione było licznymi nieporozumieniami w zarządzie muzeum, burzliwymi dyskusjami na temat losów jego siedziby oraz zmaganiami o pozyskanie środków finansowych na dalszy rozwój instytucji. Najbardziej zajadłe spory dotyczyły rozbudowy muzeum („zniekształcenia” – jak uważali antagoniści pomysłu) dotychczas istniejącego budynku autorstwa Marcela Breuera. Dekonstrukcji słynnego, usytuowanego przy 945 Madison Avenue obiektu miał się podjąć czołowy przedstawiciel postmodernistycznej architektury – Michael Graves. Ostatecznie, głównie za sprawą wdowy po Brauerze, która o powstrzymanie planowanej inicjatywy apelowała w środowisku architektów i wśród opinii publicznej, do rozbudowania siedziby przy Medison Avenue nie doszło. 

Nie zmienia to jednak faktu, iż rada nadzorcza muzeum usilnie nalegała na rozbudowę siedziby Whitney Museum of American Art. I chociaż z  trudnym do rozwiązania problemem ograniczonej przestrzeni wystawienniczej i zbyt małych środków na nową inwestycję muzeum usiłowało sobie poradzić poprzez otwieranie licznych filii w Nowym Jorku oraz okolicach, problem narastał. 

Szczęściem w nieszczęściu, w roku 2008 Leonard Alan Lauder – amerykański miliarder, filantrop i kolekcjoner sztuki, spadkobierca majątku kosmetycznej firmy Estée Lauder Companies, przekazał na rzecz Whitney Museum of American Art niebagatelną kwotę 131 milionów dolarów. Przekazanie środków pieniężnych było jednak przez darczyńcę uwarunkowane; Leonard Alan Lauder nie wyraził zgody na sprzedaż dotychczasowej siedziby muzeum. Tak postawiony warunek skonfliktował czterdziestopięcioosobową radę nadzorczą instytucji. Ostatecznie zarząd muzeum podjął decyzję o gromadzeniu środków na budowę zupełnie nowej jego siedziby. 

Gdy w roku 1995 Flora Miller Bidddle podała się do dymisji znała projekt nowego budynku Whitney Museum of American Art przygotowany przez architekta, geniusza nowoczesnych technologii, Włocha – Renzo Piano. „Uwielbiałem budynek Breuera [twierdził Piano] (…) lecz znajdował się w niewłaściwym miejscu. Nowa siedziba przywraca kolekcji jej prawdziwą naturę”[3]

Początkowo kosztorys budynku nowej siedziby położonej w Meatpacking District, usytuowanej w okolicach parku High Line, przy Gansevoort Street, opiewał na (zbyt dużą do udźwignięcia przez muzeum) kwotę 680 milionów dolarów. W tej sytuacji do pokrycia części kosztów realizacji przedsięwzięcia zobowiązało się miasto, a projektant, Renzo Piano, dokonał rekonstrukcji swojego projektu tak, aby obniżyć jego koszty. Ostatecznie nowa siedziba muzeum kosztowała 422 miliony dolarów, podczas gdy koszt całkowity tej ogromnej inwestycji (wraz z przekazaną darowizną oraz wydatkami) osiągnął 760 milionów. W tym przedsięwzięciu uczestniczyła firma architektoniczna Renzo Piano Building Workshop oraz międzynarodowa firma zajmującą się architekturą i projektowaniem urbanistycznym  –  Cooper Robertson z siedzibą w Nowym Jorku.  

Whitney Museum of American Art inaugurowało otwarcie nowej siedziby 1 maja 2015 roku. Odtąd na powierzchni 19 000 m² publiczność mogła oglądać oszałamiające liczebnością zbiory: ponad dwadzieścia tysięcy dzieł sztuki, reprezentowane przez ponad trzy tysiące artystów. Warto wspomnieć, iż biblioteka muzeum Frances Mulhall Achilles Library posiada w swych zbiorach sześćdziesiąt pięć tysięcy książek, katalogów wystaw oraz kilkaset periodyków poświęconych sztuce amerykańskiej.

W połowie lat dziewięćdziesiątych Flora Miller Biddle zrezygnowała z pełnienia stanowiska prezeski i przewodniczącej instytucji. Zgodnie z rodzinną tradycją opiekę nad muzeum przejęła córka, Fiona Donovan, historyczka sztuki, absolwentka Barnard College i Columbia University. Funkcję tę pełniła do roku 2003. Jednakże w roku 2014, po ponad dziesięcioletniej przerwie, Fiona Donovan ponownie objęła miejsce w zarządzie Whitney Museum of American Art. Do grona zarządu dołączyły także wnuczki Flory Miller Biddle; Flora Donovan i Flora Irving – piąte pokolenie niezwykłych kobiet rodziny Whitney’ów. 

Aby tam dotrzeć, najlepiej wybrać się na cudowny spacer po High Line, niegdysiejszej trasie nadziemnej linii kolejowej przekształconej w park, którego ostatni odcinek architekt zmyślnie wykorzystał, tworząc wejście do muzeum (…). Z jednej strony downtown Manhattan, z drugiej zaś wody rzeki Hudson, a na horyzoncie New Jersey. Widziany z perspektywy rzeki budynek przypomina statek handlowy; od strony miasta wygląda jak nowoczesna fabryka. Z którejkolwiek strony spojrzeć, jego architektura odznacza się lekkim, wyrazistym rysunkiem, przywodzącym na myśl Akwarium, które w 1922 roku Piano postawił w swojej rodzinnej Genui (…). Na każdym piętrze znajduje się taras (…). Widok z tych tarasów zapiera dech w piersiach.[4]

Adriana Zimnowoda

[1] Patrz: tekst na blogu: Gertrude Vanderbilt Whitney – artystka, kolekcjonerka, mecenaska.
[2] Patrz: tekst na blogu: Gertrude Vanderbilt Whitney (1875-1942) i jej córka Flora Whitney Miller (1897-1986.)
[3] Roberto Salvadori, Kobiety Whitney Museum [w:] Piękno i bogactwo. Amerykańscy kolekcjonerzy sztuki XX wieku, Warszawa 2017, Wydawnictwo Zeszytów Literackich, s. 48.
[4] Roberto Salvadori, op. cit., s. 47-48.

klub

Klub miłośniczek i kolekcjonerek sztuki

…spotkanie kwietniowe: Komiks

Za nami pierwsze spotkanie klubu kolekcjonerek Strefa Kolekcjonowania, które odbyło się w siedzibie Muzeum Komiksu w Krakowie. Na spotkanie zaprosiłyśmy Artura Wabika – historyka sztuki, artystę sztuk wizualnych, pasjonata, kolekcjonera komiksu oraz współzałożyciela (wraz z Tomaszem Trzaskalikiem i Wojciechem Jamą) Fundacji Muzeum Komiksu. Muzeum to nowe kulturalne miejsce na mapie Krakowa, ale już z konkretnymi realizacjami wystaw komiksowych twórców i artefaktów w Muzeum Narodowym w Krakowie i w Instytucie Kultury w Paryżu. Artur Wabik jest niezwykle ciekawą i charyzmatyczną osobowością, angażującą się w wiele przedsięwzięć kulturalnych i artystycznych na rynku krakowskim i międzynarodowym. Oprócz Fundacji Muzeum Komiksu prowadzi galerię Baszta w podziemiach Dworku Białoprądnickiego oraz promuje sztukę młodych twórców. Jest autorem licznych artykułów i esejów, artystą i kuratorem street-artowym, badaczem pracującym między innymi nad monografią Artura Bartelsa – twórcy pierwszych form komiksowych w Polsce. Prowadzi badania nad komiksem i popkulturą już od 20 lat.

Komiks w Polsce jest medium wciąż czekającym na swój “spektakularny” sukces i odkrycie oraz docenianie w świecie rodzimego artworld’u. Taka sytuacja poniekąd wynika z naszej zaszłości historycznej, gdzie komiks, szczegolnie w okresie wczesno-powojennym, w latach 50 i 60 XX wieku, uważany był za imperialistyczny i kapitalistyczny wymysł, dla którego nie ma miejsca w socjalistycznej czasoprzestrzeni. Do łask powrócił w latach 70-tych za sprawą Kapitana Żbika, autorstwa Grzegorza Rosińskiego – legendarnego już twórcy komiksu o Thorgalu. Historia Kapitana Żbika miała ocieplić wizerunek służb bezpieczeństwa, a sam autor po wielu latach odczuwania cenzury w kulturze zmuszony był opuścić Polskę i z powodzeniem rozwinął swój talent na rynku frankofońskim, ku zadowoleniu wszystkich fanów Thorgala.

Sytuację komiksu w Polsce ratuje przede wszystkim komiks skierowany do odbiorców najmłodszych. Stąd popularność ikonicznych już postaci Romka, Tomka i A’Tomka autorstwa Henryka Jerzego Chmielewskiego, Kajko i Kokosza autorstwa Janusza Christy (drukowane wersje doczekały się serialowej produkcji Netflixa!). Pierwsza historyjka o dwóch nierozłącznych słowiańskich wojach ukazała się na łamach Wieczoru Wybrzeża w 1972 roku. Z tego okresu pochodzą również przygody Jonki, Jonka i Kleksa autorstwa Szarloty Pawel, zwanej pierwszą damą polskiego komiksu[1]. Do grona poszukiwanych komiksów należy dołaczyć również komiksy Tadeusza Baranowskiego z wykreowanymi postaciami Profesora Nerwosolka i jego asytstentki Entomologii Motylkowskiej.

To co interesujące z pozycji kolekcjonera komiksu to kolekcjonowanie unikatowych plansz komiksowych. Co to jest plansza komiksowa i dlaczego jest tak pożądanym i poszukiwanym artefaktem na rynku sztuki ?

Plansza komiksowa to tradycyjnie w początkowych latach był wyłącznie rysunek w czerni i bieli, przygotowany na jednej lub wielu planszach. Towarzyszący rysunkowi tekst (lub później dymki) były nanoszone na planszy wraz z rysunkiem i w takiej postaci oddawane do druku. Wraz z rozwojem techniki drukarskiej i powstania możliwości druku w kolorze, artyści zaczęli kolorować swoje rysunki. Robili to przy pomocy na przykład kredek (I wydanie Koziołka Matołka z 1932 roku) akwarel (kolejne wydania Koziołka Matołka), bądź farb. Wszystko ciągle na jednej i tej samej planszy. W ten sposób na jednej planszy rysowany tuszem i kolorowany akwarelami powstał na przykład Janosik, rysowany przez Jerzego Skarżyńskiego, czy Kapitan Kloss, narysowany przez Mieczysława Wiśniewskiego. Ten sposób przygotowywania plansz do druku stosowany jest z powodzeniem do dnia dzisiejszego. Z czasem jednak ze względu na technikę druku doszło do oddzielenia rysunku czarno białego od jego kolorowej wersji. Sam rysunek na planszy powstawał tak jak tradycyjny rysunek, natomiast kolor był nanoszony na oddzielnej planszy (na blaudruku). Obecnie, dzięki technice komputerowej i precyzyjnego skanowania, najczęstszą techniką jest przygotowanie rysunku na papierze i później dodanie oraz edycja kolorów na komputerze. Nie zawsze jednak jedna plansza komiksowa (tak jak w wydrukowanym komiksie) to jeden rysunek. Niektórzy artyści, min. Maciej Sieńczyk, jedną planszę składają z kilku różnych rysunków.

Co jest w takim wypadku przedmiotem pożądania kolekcjonerów? – Zawsze oryginał rysunku a nie jakakolwiek forma reprodukcji. W zależności od stosowanej techniki będzie to albo tylko rysunek czarno biały, albo rysunek kolorowy (co ciekawe plansze do Janosika profesora Skarżyńskiego są w połowie kolorowe a w połowie czarno białe gdyż tylko co druga strona komiksu była kolorowa), a czasami otrzymamy czarno-biały rysunek i na oddzielnej planszy kolorowy blaudruk (np. zaprezentowana podczas spotkania plansza komiksowa autorstwa Szaroty Pawel z komiksu Smocze Jajo).

Obiektem kolekcjonerskim mogą być również różne komiksowe zeszyty wydawnicze lub czasopisma ilustracyjne, szczególnie te gdzie drukowane były historyjki obrazkowe i komiksy (m.in. Przygoda, Szpilki, Nowy Świat Przygód). 

O tym, że polski rynek komiksowy jest rynkiem młodym i bardzo atrakcyjnym świadczą powstające w ostatniej dekadzie nowe wydawnictwa popularyzujące tę dziedzinę sztuki. I tak oprócz giganta, którym jest wydawnictwo Egmont, spore sukcesy odnosi wydawnictwo Timof Comics, nowo powołane do życia przez Sonię Dragę wydawnictwo komiksowe Non Stop Comics ,czy prężnie działające wydawnictwo Kultura Gniewu.

Nie dość powiedzieć o rozwijającym się undergroundowym świecie zinów i fan zinów. W świecie komiksu dzieje się dużo i coraz więcej również za sprawą szeregu wydarzeń festiwalowych czy artystycznych z komiksem w roli tytułowej (vide fundacja Muzeum Komiksu). Z perspektywy rynku sztuki i rynku kolekcjonerskiego na uwagę zasługuje jedna z ostatnich aukcji dedykowanych tej dziedzinie sztuki organizowanej przez Desę Unicum 12.04.2022 Komiks-Regeneracja. Całkowity obrót aukcji wyniósł ponad 420 tys złotych. Najdrożej sprzedaną pracą była okładka do tytułu Kajko i Kokosz. Szranki i konkury z 1985 roku, która kosztowała 60 tys. złotych[2]. Jak widać niegdyś niedoceniane medium powoli staje się w naszej świadomości pełnowartościową dziedziną sztuki.

To co nas szczególnie interesowało w kontekście tematyki komiksu to sylwetki kobiet pracujących w tym medium. Naszą szczególną uwagę przykuły oryginalne plansze komiksowe Krystyny Wójcik, Szarloty Pawel czy prace współczesnych artystek, np. Joanny Karpowicz – autorki plansz komiksowych i art booków m.in. Anastazji do scenariusza Magdaleny Lankosz, prezentowanej podczas wystawy zbiorowej w muzeum MOCAK w Krakowie w 2017 roku.

Warto sięgnąć do pionierskiej na rynku wydawniczym publikacji Polski komiks kobiecy, wydanej w 2012 roku przez Timof Comics. To pierwsza na polskim rynku tak obszerna publikacja gdzie poznajemy twórcze biografie autorek wizualno-literackich dzieł z dymkiem, ale też historię ich nieobecności w świecie polskiej sztuki komiksu. Każda z tych artystek operuje inną kreską, ekspresją twórczą i poetyką przekazu treści. “Każdy komiks to inny styl – często bardzo intymny rodzaj ekspresji rysunkowej. Szczery, ciepły i zdradzający krytyczne podejście do siebie i otoczenia. Lekka kreska, ale wyraźne charaktery. Tym rysujące kobiety różnią się od mężczyzn.” – tak pisze autorka publikacji Katarzyna Kuczyńska.

Podczas naszego spotkania mogłyśmy zapoznać Was również z pracami Dagmary Matuszak – ilustratorki, malarki i autorki komiksów ze świata fantasy. Artystka, wraz Neil’em Gaiman’em, stworzyła piękną ilustrowaną opowieść w formie picture book’a Melinda. Melinda ukazała się w USA nakładem wydawnictwa Hill House Publisher, a następnie w Polsce nakładem wydawnictwa Atropos. Dziś oba te wydania uchodzą za bibliofilskie okazje, trudno dostępne na rynku antykwarycznym.

Autorki komiksów i zinów często sięgają do ważkich i drażliwych problemów społecznych, tak jest na przykład w przypadku Anny Krztoń. Jej album Weź się w garść opowiada o dojrzewaniu i przyjaźni z depresją w tle. Anna Krztoń to bardzo ciekawe nazwisko na polskim rynku komiksowym dlatego z uwagą należy śledzić jej karierę i możliwość zakupu oryginalnych rysunków czy plansz komiksowych.

Miejscem nieoczywistym do poszukiwania dla kolekcjonerów może też być strych czy śmietnik – tak, to nie żart! Tam też trafiły prace pierwszej damy polskiego komiksu Szarloty Pawel, które zostały wyrzucone do kontenera przez osoby nieświadome ich wartości! Część tego archiwum zostało uratowane, ale spora część przepadła bezpowrotnie! Takie zachowanie może być niestety wynikiem braku wiedzy lub ogólnego podejścia do komiksu jako dziedzictwa kultury. Muzeum Komiksu w Krakowie świetnie więc wypełnia lukę nie tylko w popularyzowaniu wiedzy, ale archiwizacji i prowadzenia studiów badawczych nad tym medium, a przede wszystkim przywraca należny mu status w obiegu kulturalnym. Komiks łącząc świat wizualny z literackim jest uniwersalną formą przekazu niczym muzyka – Grzegorz Rosiński.

Wiemy, że jednym spotkaniem nie wyczerpiemy naszej wiedzy na temat komiksu i jemu pokrewnych dziedzin sztuki. Jest to temat tak obszerny i złożony jak cała sztuka. Chciałyśmy przede wszystkim i tak na przyszłość zachęcić do skierowania uwagi na tę wciąż niedocenianą dziedzinę sztuki, a posiadającą ogromny potencjał rynkowy.

My ze swej strony dziękujemy za pasję i wiedzę, która została nam przekazana podczas spotkania. To była piękna podróż i dla naszych Gościń być może początek przygody z kolekcjonowaniem komiksu. Serdecznie polecamy wydarzenia organizowane przez Muzeum Komiksu. Zachęcamy gorąco do śledzenia wydarzeń Klubu na naszych mediach społecznościowych i do uczestnictwa w kolejnych planowanych spotkaniach.

Małgorzata Błaszczyk

[1] https://culture.pl/pl/tworca/szarlota-pawel
[2] https://desa.pl/pl/aukcje-dziel-sztuki/komiks-re-generacja/

kolekcjonowanie

Artystki, kolekcjonerki, mecenaski…

– Gertrude Vanderbilt Whitney (1875-1942) i jej córka Flora Whitney Miller (1897-1986)

“W ostatnich latach zbierałam prace artystów amerykańskich, bo sądzę, że są tego warte, oraz wierzę we wrodzony talent moich rodaków. Chcę, by ta kolekcja stała się zaczątkiem muzeum w pełni poświęconego sztuce amerykańskiej; muzeum, które będzie się rozwijać i którego waga będzie wzrastać wraz z nami”[1] – zwierzała się Gertrude Vanderbilt Whitney tuż przed otwarciem nowej siedziby Whitney Museum of American Art. W chwili otwarcia muzeum liczyło 600 zgromadzonych przez ambitną kolekcjonerkę dzieł, a Whitney uznana została za wiodącą sponsorkę ówczesnej sztuki amerykańskiej. Kolejne lata będą dla Whitney okresem wzmożonego zakupu dzieł malarskich oraz rzeźbiarskich amerykańskich artystów współczesnych.

Flora Payne Whitney

Po śmierci Whitney, w roku 1942 Nowojorskie Muzeum Sztuk Pięknych spoczęło w rękach najstarszej córki Whitney, czterdziestopięcioletniej wówczas Flory Whitney Miller (znanej również jako Flora Payne Whitney). W młodości Flora uczęszczała (podobnie jak przed laty jej matka) do prestiżowej Brearley School w Nowym Jorku, a także do Foxcroft School w Middleburgu. Rozwijała (znowu podobnie jak jej matka) pasje związane ze sztuką współczesną, stając się artystką, kolekcjonerką oraz mecenaską sztuki. Po przejęciu opieki nad muzeum kontynuowała pracę matki na tyle intensywnie, iż powiększająca się kolekcja wymusiła kilka przeprowadzek do obszerniejszych siedzib tymczasowych.

Od roku 1962 Miller zaangażowana była w planowanie nowej rezydencji muzeum. Docelowym miejscem okazał się położony przy 945 Madison Avenue i 75th Street teren należący do kolekcjonera sztuki i dewelopera, Iana Woodnera, który podjął decyzję o wyburzeniu istniejących tam starych kamienic, po to by stworzyć przestrzeń dla mającej powstać nowoczesnej architektury. Cztery lata później, 27 września 1966 roku, w obecności Jackie Kennedy, Flora Whitney Miller uroczyście otworzyła nową siedzibę palcówki. Whitney Museum of American Art zamieszkało na stałe w modernistycznym budynku zaprojektowanym przez amerykańskiego architekta o węgierskim pochodzeniu – Marcela Breuera. Breuer wygrał konkurs, do którego przystąpili także: Philip Johnson, Louis Kahn oraz Ieoh Ming Pei. Fakt wyboru nowoczesnego architekta oraz ostateczna akceptacja zaproponowana przez Breuera projektu z pewnością świadczą o decyzyjnej odwadze Miller i jej bezkompromisowości w podążaniu za intuicją (te cechy w kobiecej linii rodu Whitney’ów okazały się być dominujące). Wspomniany Breuer, bliski współpracownik Waltera Gropiusa, w okresie pracy nad koncepcją budynku przyszłego muzeum był zafascynowany nurtem późnego modernizmu – brutalizmem. W projekcie zastosował charakterystyczną dla sakralnej architektury Mezopotamii formę zigguratu, lecz w wersji odwróconej. Surowy w wyrazie budynek Breuera wzrastał w górę, ciążąc nad przestrzenią piętrzącymi się płaszczyznami architektonicznych brył. Obłożony został płytami w kolorze ciemnego granitu, a w jego górnej części frontowej zastosowany został cyklopowy otwór okienny.  Projekt nie otrzymał przychylnych recenzji, nie pozyskał też sympatii mieszkańców dzielnicy. Jednak artyści pokochali tę nową przestrzeń wystawienniczą od przysłowiowego „pierwszego wejrzenia”. 

Whitney Museum of American Art

Flora Whitney Miller opiekowała się muzeum przez trzydzieści pięć lat, aż do roku 1977,
w którym przekazała patronat w ręce swojej córki – Flory Miller Biddle (1928-). Ale to już odrębna historia i c.d.n.

Adriana Zimnowoda

[1] Roberto Salvadori, Kobiety Whitney Museum [w:] Piękno i bogactwo. Amerykańscy kolekcjonerzy sztuki XX wieku, Warszawa 2017, op.cit., s. 45.

kolekcjonowanie

Gertrude Vanderbilt Whitney – artystka, kolekcjonerka, mecenaska*

* Z inspiracji esejem Roberto Salvadori, Kobiety Whitney Museum [w:] Piękno i bogactwo. Amerykańscy kolekcjonerzy sztuki XX wieku, Warszawa 2017.

Gertrude Vanderbilt Whitney urodziła się w 1875 roku w Nowym Jorku. Jej rodzina, znany ród Vanderbiltów, należała do prominentnych amerykanów pochodzenia niderlandzkiego. Pionierem rodu, który przyczynił się do bogactwa rodziny był Cornelius Vanderbilt (pradziadek Gertrude),  przedsiębiorca zajmujący się transportem morskim i kolejowym. Gertrude była córką Corneliusa Vanderbilta II (ulubionego wnuka pioniera rodu) oraz Alice Gwynne Vanderbilt. Miała czterech braci (dwóch starszych i dwóch młodszych). Fakt, iż była w tej rodzinie jedyną dziewczynką był dla niej niezwykle dotkliwy, lecz prawdopodobnie właśnie ta okoliczność spowodowała, iż Gertrude wyrosła na silną i niezależną osobę o niebanalnym usposobieniu. Dziewczynka odebrała staranne wykształcenie. Początkowo uczyła się pod okiem prywatnych nauczycieli, następnie w prestiżowej szkole żeńskiej w Nowym Jorku – Brearley School. W sierpniu 1896 roku Gertrude wyszła za mąż za Harry’ego Payne’a Whitneya, przedstawiciela bogatego rodu Whitneyów, sportowca, hodowcy koni i absolwenta prawa. Para miała trójką dzieci (Florę, Corneliusa oraz Barbarę). Małżeństwo nie należało jednak do szczęśliwych. Rozczarowanie dotychczasowym życiem okazało się być szczęściem w nieszczęściu dla Whitney. Po rozstaniu Gertrude Vanderbilt Whitney wszystkie życiowe siły i plany ulokowała w przestrzeni sztuki. 

Robert Henri, Gertrude Vanderbilt Whitney, 1916

Przełomem okazał się rok 1901. Whitney ma wtedy dwadzieścia sześć lat. Wyrusza
w kilkumiesięczną podróż do Europy i Afryki Południowej. To początek jej nowego życia – jako artystki, mecenaski i kolekcjonerki. We Francji inspiruje ją świat Montmartre’u i Montparnasse’u. Będąc w Paryżu wielokrotnie odwiedza pracownię Augusta Rodina, studiuje u Andrew O’Connora. Ulubionym medium, w którym zacznie się artystycznie wyrażać, stanie się rzeźba. Wkrótce rozpocznie studia w Art Students League of New York z siedzibą przy 57. ulicy. To jedna z niewielu uczelni w tamtym okresie przychylnie otwarta dla kobiet. Sukces nadchodzi szybko. W roku 1908 zdobywa nagrodę w kategorii najlepszy projekt (wraz z Grosvenorem Atterbury i Hugo Ballinem) przyznaną przez Architectural League w Nowym Jorku – organizację non-profit o dużych tradycjach, zajmującą się twórczością i pracą intelektualną z dziedziny architektury oraz urbanistyki.

Zaangażowanie na polu mecenatu i kolekcjonerstwa również zaczyna przynosić zadawalające owoce. Whitney angażuje się w promocję sztuki kobiet oraz organizuje wystawy młodych obiecujących artystów. Pierwsze kolekcjonerskie kroki związane są z jednorazowym wydarzeniem jakim była wystawa grupy The Eight – grona młodych amerykańskich malarzy, którzy wspólnie zaistnieli na wystawie jedynie raz, w roku 1908 w Nowym Jorku. Wystawa okazała się być skandalem, a grupa Ośmiu zyskała pogardliwą nazwę Śmieciarzy. I właśnie to „wywrotowe” środowisko, które stało się asumptem do porzucenia tradycyjnego myślenia o sztuce i otworzyło drzwi dla nowoczesności, szczególnie zainteresowało Whitney. Wspólną płaszczyzną porozumienia był entuzjazm wobec rozkwitu nowoczesnego europejskiego malarstwa i nowych form wypowiedzi artystycznej. Niemniej, sympatie kolekcjonerskie skupiły się u Whitney wokół nurtu w sztuce lat 20. oraz 30. zwanego social realism, którego uwaga zogniskowana była na tematyce miejskiej i krytyce społecznej. Z upływem czasu zgromadzone przez amerykańską kolekcjonerkę dzieła osiągną liczbę sześciuset. 

W roku 1914 Whitney powołuje pierwszą z trzech galerii, stanowiących fundament przyszłego Whitney Museum. Whitney Studio położone niedaleko pracowni, w której tworzyła swoje rzeźby, składa się z dwóch obszernych pomieszczeń, które Whitney przeznaczyła na wystawy dla współczesnych artystów amerykańskich. Tam też, w 1916 roku Whitney otwiera swą pierwszą indywidualną wystawę. Cztery lata później otwiera Whitney Studio Club, w którym rozpocznie się wieloletnia i owocna współpraca Whitney z Julianą Force – ekspertką w dziedzinie folk art, główną doradczynią Whitney oraz przyszłą dyrektorką Whitney Museum. W tym miejscu Whitney organizuje wystawę sztuki amerykańskiej Overseas Exhibition, którą w latach 1920–1921 zaprezentuje w Paryżu i innych miastach Europy. W tym również okresie artystka ma własne wystawy rzeźby w Paryżu oraz Londynie.

Adolf De Meyer, Gertrude Vanderbilt Whitney, 1917

Kolejną inicjatywą jest powołane w 1928 roku Whitney Studio Galleries. W tym okresie zaznajamia się z dyrektorem Metropolitan Museum of Art, Edwardem Robinsonem. Whitney zaproponuje mu swoją kolekcję sztuki współczesnej, którą ten jednak odrzuci. Fakt ten znacząco zmobilizował kolekcjonerkę, która pierwszą z galerii (Whitney Museum) poszerzyła o dwa budynki, tak, aby zmieścić własną kolekcję. 

17 listopada 1931 roku Whitney Museum of American Art przy West Eighth Street obok Fifth Avenue zostało zainaugurowane. “New York Times” w obszernym tekście poświęconym wydarzeniu otwarcia muzeum podkreśliło jego „odrębność na tle wszystkich podobnych instytucji w kraju”. Przychylne komentarze zawierały również ten, iż „pozbawione rady nadzorczej muzeum odzwierciedla osobisty gust pani Whitney”. Bez jakichkolwiek wątpliwości zdolna, odważna i bezkompromisowo pochłonięta życiową pasją, Gertrude Vanderbilt Whitney, odniosła ogromny osobisty sukces. 

(c.d.n.)

klub

Strefa kolekcjonowania : : pierwsze spotkanie klubu!

STREFA KOLEKCJONOWANIA
🌟 pierwsze spotkanie klubu! 🌟
-> 28 kwietnia 2022 r., godz. 18:00

Zapraszamy na pierwsze z cyklicznych wydarzeń dedykowanych kobietom, na które zapraszają Małgorzata Błaszczyk i Ewa Pasternak-Kapera, prowadzące wspólnie Galerię Strefa A – spotkanie klubu Strefa kolekcjonowania dla miłośniczek i kolekcjonerek sztuki. Dla kobiet, które chciałyby w miłej atmosferze i przy lampce wina poznać rynek sztuki, możliwości związane z inwestowaniem w dzieła sztuki, a także podjąć ekscytującą przygodę, jaką jest kolekcjonowanie. Strefa kolekcjonowania to klub dla kobiet, które chcą otaczać się sztuką, to pomysł, który rozwijał się w nas od dawna jako krąg miłośniczek i kolekcjonerek sztuki. Jeśli więc sztuka zajmuje ważne miejsce w Twoim życiu to dobrze trafiłaś. Jeśli pragniesz otaczać się sztuką i kiełkuje w Tobie myśl o jej kolekcjonowaniu – to jeszcze lepiej. Choć samo kolekcjonowanie sztuki nie jest oczywiście warunkiem wstępu. Chcemy przede wszystkich rozwijać z Wami wrażliwość na sztukę i dzielić naszą pasją. Chcemy być Waszymi łączniczkami ze światem sztuki, z artystkami i artystami; chcemy pomóc Wam podążać za własnym gustem i estetycznymi fascynacjami. Chcemy też być Waszymi przewodniczkami po rynku sztuki, abyście mogły poczuć się na nim pewnie, aktywnie w nim uczestniczyć, dokonywać własnych wyborów i odkrywać w sobie Kolekcjonerki Sztuki.

👉 Motywem przewodnim pierwszego spotkania będzie KOMIKS !

Zapraszamy Was do krakowskiego Muzeum Komiksu przy ul. Sarego 7 / 10A. Na dobry początek, na luzie i w przystępny sposób wprowadzimy Was w temat kolekcjonowania. To będzie pigułka podstawowej wiedzy, przydatnej dla każdej Miłośniczki i Kolekcjonerki sztuki. Następnie do rozmowy zaprosimy Artura Wabika, który opowie Wam więcej o rynku kolekcjonerskim komiksu – kiedy w Polsce się upowszechnił, jakie przechodził etapy i jak to wygląda dzisiaj – zarówno cenowo, jak i pod względem dostępności, czyli dużo informacji praktycznych. Wspólnie poruszymy temat profilowania kolekcji. Mamy też nadzieję, że Was również – tak mocno jak nas – interesuje komiks tworzony przez kobiety oraz adresowany do kobiet. I jeśli chodzi o prace kobiet, to mamy znakomitą wiadomość: będzie można zobaczyć na żywo plansze Krystyny Wójcik, Szarloty Pawel, Dagmary Matuszak, Joanny Karpowicz, Agaty Wawryniuk, Anny Karoliny Kaczmarczyk. Opowiemy też o innych kobietach-ilustratorkach, autorkach komiksów, również o tych, których prace znajdują się w kolekcji Muzeum. Przy okazji pojawi się wątek obecności kobiet w opracowaniach naukowych o komiksie i ogólnodostępnych źródłach, jak np. Wikipedia. Będzie też oczywiście czas na inspirujące rozmowy w naszym klubowym gronie – na wymianę doświadczeń i wrażeń.

👉 Poznajmy się więc 28 kwietnia o godzinie 18:00!

My dwie jesteśmy kuratorkami, artystkami, miłośniczkami i kolekcjonerkami sztuki, marszandkami i prowadzimy wspólnie Galerię Strefa A. Zajmujemy się doradztwem w zakresie rynku sztuki, reprezentujemy artystki i artystów, produkujemy wydarzenia artystyczne oraz te na styku sztuki i biznesu. Pracujemy z osobami prywatnymi, instytucjami oraz firmami. Wiemy jak znacząca może być rola sztuki w życiu każdej osoby, ile może do niego wnieść radości, mądrości i satysfakcji.Przy okazji każdego spotkania dostarczymy Wam artystycznych przeżyć, będziemy dbać o inspirującą atmosferę i dobre towarzystwo. Cena biletu obejmuje dodatkowe przyjemności – wino i przekąski podczas spotkania. Zapraszamy więc do wspólnego kręgu miłośniczek i kolekcjonerek sztuki!

Do zobaczenia!
Gosia & Ewa

______________

🌟 Bilety 🌟

🌟 Zniżki dla Mecenasek 🌟

Dla naszych Mecenasek oczywiście będą zniżki zgodnie z opisem na Patronite.pl . Prosimy więc Panie zainteresowane wzięciem udziału w wydarzeniu o napisanie do nas z taką informacją przed zakupem biletu, a my przyślemy specjalny kod rabatowy 🌟

______________

Wydarzenie organizowane jest przez Fundację Zona Art, ul. Poznańska 6/4, 30-012 Kraków | KRS: 0000417583 | NIP: 6762457273 | REGON: 12256908500000 | www.zonaart.org
Przychody z działalności Galerii Strefa A oraz klubu Strefa kolekcjonowania – projektów funkcjonujących w ramach Fundacji – przekazywane są w całości na realizację celów statutowych Fundacji Zona Art.

kolekcjonowanie

Ściana nad kanapą jako aksjologiczne pole bitwy.

Rozterki początkującego kolekcjonera i kolekcjonerki.

Co do tego, że istnieje świat wartości z pewnością zgodzimy się wszyscy. Każdy człowiek w sposób bardziej lub mniej uświadomiony odwołuje się do tego uniwersum. A jest ono ogromne i niezwykle skomplikowane. Nie dziwi więc fakt, iż stał się tematem badań filozoficznych, bowiem zagadnienia aksjologii są niemal tak stare jak sama filozofia [1]. Teorii na temat świata wartości powstało wiele, jednak, co warte podkreślenia, niemal w każdej z nich wartości estetyczne (a te interesują nas najbardziej) znajdują się w górnych rejestrach hierarchicznej piramidy – w obszarze wartości duchowych. To tutaj udaje się kolekcjoner w poszukiwaniu kolekcjonerskich trofeów.

Pusta ściana nad kanapą bywa frustrująca. Nie mam na myśli syndromu horror vacui, raczej frustrujący początkujących kolekcjonerów lub kolekcjonerek dyskomfort, który towarzyszy konieczności podjęcia decyzji. Sprawa wydaje się być skomplikowana, lecz w rzeczywistości jest niezwykle prosta. Kolekcjoner/kolekcjonerka [2] dotykając świata wartości estetycznych, których siłą nośną są dzieła sztuki, wchodzi z nim w korelację (wzajemne przyciąganie). Jednak to po stronie osoby kolekcjonującej leży ostateczna decyzja dokonania wyboru, uczyniona na mocy indywidualnego uznania wartości wybranego obiektu artystycznego. W tą podróż bezmiaru możliwości (a więc i pułapek) należy wyruszyć bez zbędnego balastu poczucia niekompetencji, jednak ze sporą odwagą polegania na sile subiektywnych intuicji, z otwartym umysłem i przyzwoleniem na doskonalenie [3], a nade wszystko z dystansem do ewentualnych pomyłek (pierwsze kolekcjonerskie kroki to poligon doświadczalny). Zwłaszcza, że w świecie wartości artystycznych zawsze będziemy przymuszeni do zajęcia pozycji w obszarze pomiędzy (jak określił to J. Tarnowski) absolutnym arcydziełem i absolutnym kiczem [4], gdzie „pomiędzy tymi dwoma typami idealnymi plasują się wszystkie rzeczywiste wytwory artystyczne”. [5]

Na kartach fikcyjnej autobiografii Kurta Vonneguta Sinobrody toczy się dialog głównego bohatera – Rabo Karabekian (byłego artysty i kolekcjonera amerykańskiego abstrakcjonizmu abstrakcyjnego) z pisarką – Circe Berman. Gdy ta kierowana ciekawością prowokacyjnie zapytała „jak odróżnić dobry obraz od złego”, w odpowiedzi otrzymała wskazówkę zasłyszaną przez głównego bohatera z ust amerykańskiego abstrakcjonisty – Syda Salomona: „Wystarczy, moja droga – rzekł – że obejrzysz milion obrazów. Potem już nigdy się nie pomylisz.” [6]

Jeśli nawet uznamy, iż powyższa sentencja trąci klimatem z „notatnika złotych myśli” (zwłaszcza, że pada z ust niespełnionego artysty), musimy przyznać jej rację. Cóż, w podróży do świata wysublimowanych wartości nie ma drogi na skróty. Nie znaczy to jednak, iż wędrówka po ścieżkach (bardziej lub mniej wydeptanych) musi być uciążliwa, frustrująca i nieprzyjemna. Wręcz przeciwnie. Zapoznając się z wynurzeniami znanych kolekcjonerów i kolekcjonerek na temat ich kolekcjonerskich początków i pierwszych zakupów zauważyłam, że niemal każda osoba rozpoczynała swoją opowieść od przywołania towarzyszących temu pozytywnych emocji, nierzadko sięgających euforii. Zazwyczaj tak właśnie wygląda świadome wkraczanie w obszar sztuki, kolekcjonerstwa i świata artystów. Najwspanialsza jednak „zabawa” (tak, zabawa! – to istotne aby nie zgubić lekkości w podążaniu za pasją) polega na rozwijaniu własnej estetycznej wrażliwości, która poszerza granice artystycznej percepcji i wzbogaca świat tożsamości własnej osoby kolekcjonującej. A w wyborach, no cóż, bliska jest mi (o czym już wspomniałam) nawigacja oparta o intuicyjno-emocjonalne rozpoznanie. Dlatego też, w tym module wartości estetycznych, poprzez zaangażowanie w praktyki kolekcjonerskie następować będzie wiele przesunięć modyfikujących „sytuację wyjściową” początkującej kolekcjonerki i kolekcjonera. Mam tu na myśli wzrastające poczucie sprawczości w konfrontacji z polem walki nad kanapą. 

Adriana Zimnowoda

___________
[1] Aksjologia (nauka o wartościach) próbuje określić ich naturę (pytając czym ona jest), zastanawia się nad jej charakterem (obiektywnym, bądź subiektywnym) i ustala mechanizmy jej powstania (kryteria wartościowania). Inną domeną aksjologii jest refleksja nad statusem ontycznym wartości oraz jej relacjami z innymi bytami, a także nad systemem wartości (konfiguracją).
[2] Pisząc o stosunku kolekcjonera/kolekcjonerki do świata wartości biorę pod uwagę przede wszystkim jego/jej rozpoznanie w świecie wartości estetycznych, nie materialnych (choć te niekoniecznie się wykluczają).
[3] W tym wszakże obszarze będziemy zaszczycone mogąc służyć pomocą.
[4] Zgodnie z teorią Tarnowskiego arcydzieło absolutne jest to taki artefakt, iż każda zmiana doń wprowadzona zmniejsza jego globalną wartość, natomiast kicz absolutny jest to taki artefakt, iż każda zmiana doń wprowadzona zwiększa jego wartość globalną. Zatem, arcydzieła absolutnego nie można poprawić, absolutny  kicz nie może już ulec pogorszeniu. 
[5] J. Tarnowski, Wartość dzieła sztuki [w:] Sztuka i Filozofia 3, 127-137 (1990).
[6] K. Vonnegut, Sinobrody, Warszawa 1993, s. 129. 

klub

Nadspodziewane przyporządkowanie

Pewnego sobotniego dnia bez żadnego ostrzeżenia, tym bardziej oczekiwania, zostałam przyporządkowana do grona kolekcjonerek sztuki. Przygotowywałam się wraz z Małgosią Błaszczyk do pierwszego inauguracyjnego spotkania Klubu Kobiet Kolekcjonerek (Strefa kolekcjonowania). Po raz pierwszy też miałam okazję gościć tę znaną mi od niedawna miłośniczkę sztuki współczesnej w moim mieszkaniu. Zrobiłam “oprowadzanie”. Poszło szybko, to tylko mieszkanie w kamienicy, nie rozłożysta kilkupiętrowa willa. Oglądałyśmy przede wszystkim sztukę obecną w moim mieszkaniu. I to właśnie był moment olśnienia i wspomnianego zaklasyfikowania – „Kolekcjonerka”?!

Wrastałam w sztukę w sposób naturalny i długo nieuświadomiony. Jako mała dziewczynka „kolekcjonowałam” obrazy i „uczestniczyłam w aukcjach”, gdy wraz z siostrą niemal każdego dnia przeglądałyśmy zgromadzone przez ojca liczne albumy malarstwa. Każda z nas miała swoich faworytów, których „odsprzedawała” tej drugiej, za godną kwotę dodatkowej kostki czekolady (prac Giorgia de Chirico, Jacksona Pollocka i Edwarda Hoppera nigdy nie “spieniężyłam”!). Wraz z upływem lat ta dziecięca zabawa przeszła do lamusa, jednak powidoki reprodukcji wybitnych dzieł sztuki pozostały pod powiekami. Ponownie ożyły po latach w trakcie krakowskich studiów z historii sztuki. Niemniej, prawdziwe “świętowanie”, już w samym sercu sztuki, dotyczyło kilkunastoletniej pracy kuratorskiej w galerii sztuki współczesnej. Pisząc dość górnolotnie i językiem jak z Heideggera o celebracji, mam na uwadze przede wszystkim bezpośredni kontakt ze sztuką, którą można zobaczyć na żywo – dotknąć a nawet powąchać. Mówię tutaj zarówno o świecie emocji, jak i intelektualnych dywagacjach, o zachwytach, momentach dezorientacji, wzruszeniach, rozczarowaniach, lecz także, o będących wynikiem analitycznej pracy nad dziełem, krytycznych olśnieniach. 

Powracając do tematu kolekcjonerstwa. Cóż, w mojej historii kolekcjonerskiej najważniejszą rolę odegrali ludzie – artyści, z którymi miałam przyjemność współpracować, którzy (w większości przypadków) zostali moimi sympatycznymi znajomymi, a nawet przyjaciółmi na dobre i na złe. Kolekcja przyrastała i na swój sposób stała się kroniką życiowych wydarzeń. Moją kolekcję tworzą prace wybitne i kolekcjonersko wartościowe, lecz również takie, które (choć artystycznie urzekające) mają dla mnie wartość przede wszystkim emocjonalną. Pośród licznych artefaktów (dowodów obopólnej sympatii) znajduje się papier pakowy z fantastycznym rysunkiem Małgosi Wielek-M., elegancko napisany na papierze nutowym list autorstwa Marka Chlandy, liczne kartki z podróży wzbogacone odręcznym malunkiem Wojtka Ćwiertniewicza, czy naprędce naszkicowany ręką Piotra Szmitke mój portret przy kawiarnianym stoliku w Wenecji. Wszystkie one (moje trofea duże i małe) wędrowały ze mną, przenoszone z miejsca na miejsca w trakcie licznych przeprowadzek. Zawsze pakuję je w pierwszej kolejności i solidnie zabezpieczam. Czy wyłącznie ze względu na przyporządkowaną im finansową wartość? I tak, i nie. Wrosły w moje życie i jego rytm, są świadkami licznych wewnętrznych transformacji. Stanowią istotny obszar mojego życia. Podobnie jak ludzie, którzy za nimi stoją. Artyści.

Adriana Zimnowoda | historyczka sztuki i kuratorka |

klub

Czy jest w Tobie kolekcjonerka sztuki?

Zapraszamy do Krakowa 24 marca 2022 r. 
Zaczynamy o godz. 19:00 w Hevre (przy ul. Meiselsa 18)

O 19:00 otworzymy wydarzenie opowiadając Wam o rozpoczynającym swoją działalność klubie „Strefa kolekcjonowania” – dla miłośniczek i kolekcjonerek sztuki. Dla kobiet, które chciałyby w miłej atmosferze i przy lampce wina poznać rynek sztuki, możliwości związane z inwestowaniem w dzieła sztuki, a także podjąć ekscytującą przygodę, jaką jest kolekcjonowanie. 

To będzie okazja, żeby nas poznać i odpowiedzieć sobie na nasze pytanie: „Czy jest w Tobie kolekcjonerka sztuki?” oraz zarezerwować sobie miejsce na klubowe spotkania, rozpoczynające się w kwietniu. 

Bo tym razem zapraszamy nie tylko kobiety. Spotkajmy się w szerszym gronie ponieważ przygotowałyśmy dla Was specjalny pokaz sztuki. Pokaz multimedialny, na którym wypróbujemy możliwości techniczne Hevre. To będzie okazja do poznania Artystek i Artystów oraz naszych estetycznych fascynacji i propozycji do zbliżającej się w połowie kwietnia Aukcji Dzieł Sztuki, na którą już teraz zapraszamy.

Po pokazie usiądziemy wspólnie z zaproszonymi gośćmi: Magdaleną Ujmą (krytyczką i kuratorką sztuki, eseistką oraz feministką) i Arturem Wabikiem (artystą, kuratorem, publicystą i badaczem popkultury). 

Zastanowimy się wspólnie nad rolą i pozycją kobiet na rynku sztuki, oraz nad aktualnymi wyzwaniami, które stoją przed światem sztuki w sytuacji wojny na Ukrainie. Zdradzimy Wam jakie mamy pomysły na najbliższy czas i postaramy się wciągnąć Was w inspirujące i bardzo pozytywne działania. Dyskusja będzie dostępna również online. 

Małgorzata Błaszczyk | doradczyni w zakresie rynku sztuki i kuratorka |
& Ewa Pasternak-Kapera | kuratorka sztuki i artystka |
…które wspólnie prowadzą Galerię Strefa A